...i ja też nie jestem. Nikt nie jest, choćby nawet nie wiadomo jak bardzo próbował dorównać Bogu w Jego boskich prawach - NIKOMU się nie uda. Dość często zastanawiam się nad sensem życia i nad samym życiem. Rodzimy się, żyjemy, umieramy i taka niestety jest kolej rzeczy. Życie jest kruche jak sucha gałązka, która może się złamać pod naszym ciężarem kiedy na nią nadepniemy...i nie da się jej w żaden sposób skleić, tak jak nie naprawimy zmarnowanego życia, które przeleciało nam przed oczami i zniknęło gdzieś w ciemności. Po tych wszystkich przemyśleniach stwierdziłam jedno: nie warto się nad sobą umartwiać, nie warto przejmować się błahostkami. Życie mamy jedno, musimy je przeżyć najlepiej jak potrafimy. I musimy z niego korzystać, oczywiście z rozwagą. Drugiej takiej szansy tutaj, na ziemi Bóg nam nie da.
Łatwo mówić, trudniej zrobić
Często nie mamy czasu nawet przystanąć na chwilkę i zastanowić się nad tym, jaka piękna jest okolica, która nas otacza, nie zauważamy tego, że ktoś się do nas uśmiecha. Żyjemy w ciągłym biegu i nie zwracamy uwagi na pewne malutkie szczególiki, które - kiedy je dostrzeżemy potrafią sprawić, że poczujemy się lepiej.
My też kiedyś przeminiemy
Pamiętajmy, nadludźmi nie jesteśmy, jesteśmy tylko ludźmi...
„vanitas vanitatum, et omnia vanitas" - „marność nad marnościami i wszystko marność"

Temat jest wiekowy niczym nasz gatunek, powiedziałbym nawet, że stoi u podstaw naszego istnienia, inaczej nie poruszalibyśmy wciąż tych samych spraw w nieskończoność tak jak wąż Uroboros. Z tego też powodu, mimo tej powtarzalności, ja sam czytałem wpis z zaciekawieniem.
OdpowiedzUsuńTekst ogólnie mi się bardzo podoba, ma taki motywujący charakter i w swojej sympatycznej prostocie może służyć tak jak poranny budzik, przekładany wciąż z powodu braku chęci do zmian, lub z potrzeby snu, wynikającej zazwyczaj z ciągłej pracy i brnięcia stale przed siebie, który usłyszymy dopiero na pięć minut przed końcem czasu. W tym sprawdza się on niemal doskonale, gdyby nie jedna mała skaza, praktycznie nie wpływająca na odbiór, ale jednocześnie potrafiąca zniwelować cały pozytywny jego odbiór oraz zabierająca mu szansę na uniwersalny przekaz, gdzie mam tu na myśli nawiązania do "boga". Wykorzystanie go w drugim zdaniu jest w porządku, a nawet jest konieczne (ponieważ odnosi się do pojęcia "boskości"), czego nie mogę powiedzieć o reszcie, gdzie powołujesz się na religijną formę tego zagadnienia. Pasuje to co prawda do całości w obecnej formie, ale zmusza czytelnika do wyekstrahowania przesłania samodzielnie, co z racji tego, że przeciętny Kowalski (biedni ci, którzy noszą to miano) jest niepraktykującym chrześcijaninem, powoduje, że nie stanowi to prawie żadnego problemu (oprócz nietolerancji wobec niewierzących, dla których ostatnie słowa nie koniecznie będą pocieszające). Za to cytat z Księgi Kaznodziei Salomona na końcu jest fantastyczny, doskonale wpasowuje się w konwencję całości i oddaje kruchość ludzkiego życia i zarazem jego wyjątkowość.
To by było na tyle, z racji godziny dodania tego komentarza pozostaje mi jedynie napisać: Dobranoc! :)
W odpowiedzi na powyższy komentarz pragnę Ci podziękować, że wnikliwie przeczytałeś i skomentowałeś mój post na ten bardzo istotny temat nawiązujący do nieśmiertelności. To jest moje osobiste i indywidualne spojrzenie na życie, dlatego więc to jak odbiera je przeciętny Kowalski pozostawiam dla jego własnych przemyśleń i interpretacji. Nie ukrywam, że jestem osobą wierzącą co nie znaczy, że nietolerancyjną dla niewierzących. Ta kwestia odnosi się do sumienia każdego człowieka, które jest jego wewnętrznym głosem.
Usuń